piątek, 1 listopada 2013

(In)to the West - Connemara

Po wyspach szlajałam się we wtorek i w środę, w czwartek rano czekała mnie natomiast przeprawa promowo-autostopowa do Clifden - stolicy najpiękniejszego ponoć rejonu Irlandii, Connemary. Kierowcy: ogromnie sympatyczny Amerykanin, pracujący w Niemczech dla swego rządu, farmer z okolicy, starszy pan, który kilka tygodni temu wrócił z wycieczki do Krakowa i z przejęciem dyskutował o polskiej historii...

Pierwszy przystanek - Kylemore Abbey. Neogotycki pałac zbudowany jako "domek letniskowy" w drugiej połowie XIX w., po półwieczu zmieniony w opactwo benedyktynek. Obecnie raczej atrakcja turystyczna niż centrum duchowe, choć na szczęście kościół da się znaleźć (przed bramą przy której pobierane są opłaty za wstęp, hehe).


Po drodze wpadła mi w ręce świetna mapa regionu, a że do spotkania z hostem miałam jeszcze dobrych kilka godzin, postanowiłam pochodzić / postopować po okolicy. Co pół godziny szukając schronienia przed deszczem (kilka dni na zachodzie nauczyło mnie, że lepiej poczekać kilkanaście minut niż chodzić do wieczora w mokruteńkich ciuchach), to znowu ciesząc się intensywnie niebieskim niebem.









Do domu Seana dotarłam wieczorem. To miejsce i ten człowiek to temat na osobną opowieść... Sean mieszka w domku, do którego trzeba iść 40-45 minut z miasteczka (a droga ładniejsza niż niejedna trasa widokowa...). To ostatni dom w dolinie, sprzed niego rozciąga się widok na góry. W środku - kuchnia z dużym stołem. Na stole... bałagan. :-) Może być chleb, który zdarza mu się upiec, albo domowej roboty napój z wodorostów (na kaszel - próbowałam :-)). W tle gra sobie radio irlandzkie, w sąsiednim pokoju pali się ogień w kominku. Przy stole (a potem przy kominku) - rozmowy, najróżniejsze. Podczas mojego pobytu Sean gościł także parę Francuzów, przemiłą, gadaliśmy więc w szerszym gronie. O przepisach na konfiturę z róży, o tym, po co zarabiać pieniądze, o francuskiej Algierii i o polskich Żydach, o Filipince, która zakochała się w księdzu i postanowiła zostać zakonnicą, o Dostojewskim i Camus, o Powstaniu Warszawskim, o pracy na farmie ekologicznej, o katolikach, wierze prawdziwej i na pokaz, o dorastaniu w Connemarze... Niesamowite ogromnie. Ci ludzie niesamowici: Sean, Rita, Jeremy.

W piątek Sean zabrał Brandy (swojego psa - uratowanego z łańcucha, był w kiepskim stanie) i pojechał do pracy, Rita z Jeremim gdzieś na rowery, ja wybrałam się na górkę - Diamond Hill. Było... tak:






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz