środa, 30 października 2013

(In)to the West - Wyspy Aran

Wtorek to przeprawa na Wyspy Aran nazywane "żywą skamieliną dawnej Irlandii". Dzięki swemu odizolowaniu długo zachowały one tradycje, kulturę i używany na co dzień język irlandzki. Życie mieszkańców wysp nie było jednak proste - oznaczało nieustanną walką z morzem i skałami, którym próbowano wydrzeć choćby odrobinę gleby pod uprawę roślin. Można to zobaczyć w filmie z 1934 r. pt. "Człowiek z Aran".

Jedna strona wyspy łagodnie opada do morza, na drugiej utworzyły się klify. 


Miejsce zwane "Siedem kościołów". Pierwszą świątynię postawiono tu ponoć w VIII wieku. 

 
Stare domy w środkowej części wyspy.

 
Krówka na klifie. :-)

(O, na tym.)

Obecnie na największej z trzech wysp - Inis Mor - mieszka ok. 800 osób, w tym mała społeczność imigrancka (Polacy, Słowacy, Czesi), u której gościłam. Głównym źródłem całorocznego dochodu jest turystyka (hotele, B&B, bary, wypożyczalnie rowerów), która kręci się od marca do października. Wciąż jednak mieszkańcy hodują zwierzęta (krowy i konie) oraz zbierają to, co przyniesie morze. Prom pływa dwa razy dziennie (w sezonie więcej niż cztery razy), no chyba, że jest sztorm. Obok popadających w ruinę starych kamiennych domków buduje się nowe (nieraz rękami Polaków - co daje się słyszeć :-)), irlandzki ponoć nadal jest w użyciu między miejscowymi, jednak nawet najstarsi mieszkańcy nie mają problemów z angielskim. Cóż, po raz kolejny egzotyczny sen prysł.



Inis Mor ma ok. 14 km długości i 4 szerokości. Z tego wzniesienia można objąć wzrokiem całą jej szerokość.

poniedziałek, 28 października 2013

(In)to the West - Galway i Klify Moheru

Żeby nie przedłużać trwającej już chwilę na blogu ciszy - parę słów o podróży, z której wróciłam tydzień temu. Miało być pięknie i irlandzko - i było. A nawet jeszcze lepiej - bo z przygodami, spotkaniami, opowieściami. Nie dam rady opisać wszystkiego, co chciałabym opisać - będzie więc "parę słów" i zdjęć (więcej wkrótce w galerii).

Celem wycieczki było Zachodnie Wybrzeże (w jego środkowej części); w skrócie plan przedstawiał się następująco: Galway, Klify Moheru, Wyspy Aran, Connemara. Do Galway i z powrotem autobusem, pomiędzy stopem (i promem), nocleg na CS.

Do Galway dotarłam w niedzielę popołudniu. Miasteczko jest niewielkie, kolorowe, zalane na przemian deszczem i słońcem. Pełne młodych ludzi, ulicznych grajków (od tradycyjnej irlandzkiej muzyki, przez szanty, do znanych acz przejmujących przebojów) i pozytywnej energii. Czego odrobinę można zobaczyć w filmiku z cyklu "Pięćdziesiąt osób, jedno pytanie" (z polskimi napisami!).

Shop Street - główny deptak, pełen pubów i sklepików z pamiątkami

Herb z trójlistną koniczyną w kościele św. Mikołaja

Poniedziałek był wymarzonym dniem na stopa do Klifów Moheru. Dołączyła do mnie Karol - Brazylijka poznana podczas noclegu na couchu w Galway. Na przemian lało i wychodziło słońce - widziałyśmy tego dnia chyba z 10 (jak nie więcej) tęcz. A poza tym coś, czemu nie mogę się tu przestać dziwić - kolory: zielona trawa, niebieskie lub szare niebo. Proste? Proste. Ale tak nasycone światłem, że dech zapiera.


 
Spotkałyśmy ogrom sympatycznych ludzi, którzy użyczali nam miejsca w samochodach. Jednak najlepiej zapamiętamy ciepłą, radosną, rudowłosą Irlandkę, jak się okazało, wykonującą tradycyjne pieśni podczas "uczt średniowiecznych" na mijanym zamku w Kinvarze. Odwoziła właśnie swych (równie rudowłosych) synów na wolontariat w centrum dzikich ptaków, dzięki czemu załapałyśmy się na nieoficjalną wizytę. A oprócz tego - opowiadała, m. in. legendę o Leprechaunie, który ukrył swój skarb na końcu tęczy...



A same klify... Potężne, majestatyczne. Piękne.

 

sobota, 26 października 2013

Halloween is coming...

Wprawdzie dopiero w przyszły czwartek, ale że nadchodzący tydzień to week-off, kumulacja obchodów miała więc miejsce wczoraj (w piątek). Choć dzieciaki przygotowywały się już od dwóch tygodni. Było malowanie dyń, wycinanie z papierowych talerzy czarnych kotów i nietoperzy, pisanie "za co się przebiorę w Halloween", wreszcie wspólne wycinanie dyń (Pani: "A gdzie wcześniej była ta dynia?" , Dzieci (chórem): "W Tesco!" :D).



 

Niby wiedziałam, że wszyscy, łącznie z nauczycielami, się przebiorą, ale tego się nie spodziewałam. Dobrze, że udało mi się wcześniej zaopatrzyć (w Tesco :P) chociaż w maskę.




słodziaki-przedszkolaki

pokój nauczycielski...



pani dyrektor (to powinno być na oficjalnej stronie szkoły :-))

no i asystentka ze swoją opiekunką ;-)

najlepsza zabawa na przerwie - uciekanie przed szkieletem-Karoliną :P


A w domu bawimy się dzisiaj. Na Halloween Party zebrało się ponad 20 osób (jakiś rzeźnik, Robin Hood, samuraj, wampirzyca, duch, meksykański szkielet itd.). Dekorowanie mieszkania trwało od czwartku (hm, z mniejszym lub większym zaangażowaniem...). Choć mi się i tak najbardziej podobało wczoraj - wycinanie dyń z Cristin i Andreą. :-)




pierwsza w życiu. jestem z niej dumna.


Charline - mózg imprezy i dekoracji - w roli dobrej wróżki

"czarna dama" Cristin i jej kuzynka-wampirzyca

szkielet meksykański (choć z Argentyny). i polski.



No a teraz (spokojnie, godzina publikacji nie jest poprawna) grzeczne dzieci idą spać, bo jutro zaczynają week-offową wycieczkę. :-) Gdzie? Podpowiedź w filmiku obok.

środa, 23 października 2013

święty Patryk


Pozostając w temacie Kościoła i kontynuując wątek katedry św. Patryka w Dublinie - mała wyprawa do źródeł. Św. Patryk (IV/V wiek) urodził się w rodzinie kapłańskiej gdzieś w Brytanii, w wieku szesnastu lat został uprowadzony i sprzedany do Irlandii. Niewola była dla niego czasem przemiany duchowej. Po sześciu latach udało mu się zbiec do Francji, gdzie rozpoczął studia, został konsekrowany, a w wieku 43 lat mianowany biskupem. Podobno we śnie miał widzenie wzywające go do głoszenia Ewangelii w Irlandii. Poszedł za tym głosem - pomimo "życzliwych" mających wątpliwości co do jego odpowiedniego wykształcenia, krytyki wobec sposobu w jaki przeprowadza swą misję, no i rzecz jasna - oporu druidów. (Hm, i tu pojawia się ciekawa kwestia - jak właściwie nawracał ludzi na chrześcijaństwo...? Tego nie wiem.) Stosunkowo szybko udało mu się zyskać dla Chrystusa wielu mieszkańców Wyspy, zbudować kościoły i klasztory, a nawet wykształcić misjonarzy, którzy głosili Ewangelię w Europie kontynentalnej. Podania przekazują, że Patryk dokonywał też cudów: przywracał wzrok i wskrzeszał zmarłych.W ikonografii przedstawiany jest z trzymanym w dłoni liściem koniczyny - na jego przykładzie miał wyjaśniać poganom dogmat o Trójjedyności Boga.


poniedziałek, 21 października 2013

Dublin - Kościoły

Nie udało mi się zrobić planów na aktywne spędzenie weekendu, było więc spontaniczne zwiedzanie Dublina - tak naprawdę pierwszy raz od przyjazdu. Trochę się gubię w tym mieście - dezorientuje mnie brak Rynku/Starego Miasta/ścisłego centrum będącego punktem odniesienia. Nie chcę chodzić wzdłuż największych ulic, a w małych błądzę... Ale czemu nie. W sobotę błądziłam więc po Temple Bar i pubowo-targowej okolicy, świetne miejsce, jak to się mówi - "klimaciarskie".






Celem dnia była Katedra św. Patryka, ale najpierw zwabiły mnie sklepy z pamiątkami :-) , a potem... krążyłam po tak przyjemnej okolicy, że jakoś nie bardzo zależało mi na szybkim wydostaniu się stamtąd. Do katedry dotarłam już po zmroku - oczywiście było za późno na zwiedzanie.

W niedzielę powtórzyłam więc wycieczkę. Udało mi się zdążyć na modlitwy wieczorne (o 15.15 :-)). Byłam przekonana, że chodzi o nieszpory... Zdziwiłam się więc, kiedy powiedziano mi, że to nabożeństwo protestanckie - bo i kościół protestancki (a dokładniej anglikański Kościoła Irlandzkiego). Na modlitwach zostałam (przepięknie śpiewający chór męsko-chłopięcy i w ogóle cały klimat - świątynia, chorągwie, prawdziwe świece - robiły niesamowite wrażenie; szkoda tylko, że brak możliwości włączenia się w ten śpiew utrudniał modlitwę). Zdaje się, że pierwszy raz byłam na protestanckim nabożeństwie, zdziwiło mnie więc kilka rzeczy - np. identyczne z naszym wyznanie wiary (w wersji krótkiej - czyli Skład Apostolski; ciekawe, że modlą się "wierzę w święty Kościół powszechny" czyli "catholic Church"... jednak jest to "catholic" z małej litery, czyli po prostu powszechny :-) ; sprawdziłam: my też wierzymy w Kościół "po prostu powszechny", a nie Kościół Katolicki :-) ; oj, chyba powinnam sobie zrobić jakąś porządną powtórkę z podstawowych prawd wiary). Poza tym wszystko było na najwyższym poziomie - liturgia, śpiew, doskonałe retorycznie kazanie (na ile pozwolił to ocenić mój ubogi angielski).

A sama katedra wygląda tak:




Ta wizyta (oraz, nie ukrywam, zdziwienie, że w kraju, gdzie dominującym wyznaniem jest katolicyzm, tak dużo jest świątyń protestanckich, są to też najcenniejsze obiekty) skłoniła mnie do zgłębienia tematu. Otóż katolicyzm (rzymski) deklaruje tu ponoć ponad 80% ludności. Ucząc w szkole, można odnieść wrażenie, że ludzie są bardzo przywiązani do religii... Jak już pisałam, większość szkół jest ściśle związana z parafiami (kiedyś były ponoć przez nie współfinansowane, ale teraz parafie biednieją i już nie zawsze je na to stać), nosi imiona ich patronów. Ten formalny związek pociąga za sobą szereg praktycznych konsekwencji: choćby w postaci owego "kącika religijnego" w klasie maluchów czy codziennej modlitwy (nie tylko rano i przed powrotem do domu, ale też przed lunchem). Jak się jednak okazało podczas rozmowy w pokoju nauczycielskim - to tylko pozory. Tak naprawdę nauczycielki szacują, że praktykujących jest ok. 20-30% Irlandczyków, nie podchodzą też zbyt poważnie do szkolnej modlitwy ("to pozwala dzieciom się wyciszyć"). Jako przyczynę tej sytuacji wskazują głównie afery w Kościele, ale wiki zwraca także uwagę na rozwój gospodarczy i  podniesienie komfortu życia, co sprzyja ograniczaniu sfery duchowej.

Protestantów jest natomiast... ok. 3% (z czego 3/4 mieszka w Irlandii Północnej, a więc, oficjalnie, UK). Większość z nich to anglikanie Kościoła Irlandii. Wspólnota ta identyfikuje się zarówno jako Kościół Katolicki i Reformowany (niektóre elementy przedreformacyjnej praktyki pozostawiono, niektóre zmieniono, ogłoszono niezależność od papieża). Podczas zerwania komunii z Kościołem Katolickim, większość biskupów przyłączyła się do Kościoła Anglikańskiego, jednak większość wiernych i niższych rangą duchownych pozostała wierna papiestwu. Lecz to właśnie na tym "oderwanym" fundamencie powstał Kościół Irlandii, który, pomimo znaczącej mniejszości liczebnej, stał się oficjalnym wyznaniem w państwie. Przejął też większość dóbr - posiadłości i świątyń. Jest więc rozwiązanie zagadki.
Swoją drogą ciekawa jestem, jak radzą sobie obecnie z utrzymaniem tych potężnych kościołów przy tak małej liczbie wiernych.