środa, 28 kwietnia 2010

żyję

No dobrze, może coś powoli ruszę z tym blogiem. Ale relację izraelską spotka chyba to samo co syryjsko-jordańską - "napiszę kiedyś, jak będę miała czas...".

Póki co życie w Konyi toczy się swoim zwykłym trybem (jakieś tam zajęcia, bardziej regularny niż wysiłek intelektualny wysiłek fizyczny na siłowni, wspólne spędzanie czasu w dziewczynami). Z tą jedną różnicą, że zaczął nam się sezon "zaliczeniowy" - jak to słusznie zauważył ktoś zakładający nową grupę na fcb: "Studia - 24 godziny nauki na dobę, 7 dni w tygodniu, 2 tygodnie w roku". No więc i ja zaczęłam pracę nad moimi prezentacjami, esejem i... zadaniem z informatyki na zajęcia w Polsce. Póki co odkładam marzenia o wybrzeżu (od powrotu z Izraela nigdzie nie wyjechałam, zgroza!) - się zrobi pracę, się pojedzie.

Tylko... Chciałam już wcześniej wrzucić tutaj jakieś moje przemyślenia nad różnymi sprawami związanymi z feralnym 10. kwietnia. Zdaję sobie sprawę, że większość z Was ma już zapewne tego wszystkiego po dziurki w nosie (ja w zasadzie też... a jednak nie potrafię przestać czytać komentarzy różnych ludzi), ale chyba czuję potrzebę uporządkowania niektórych rzeczy "na papierze" (heh) i podzielenia się. A ostatnio były ku temu dwie okazje, opisałam swój punkt widzenia odnośnie dwóch związanych z katastrofą kwestii. A więc zmieniam tylko nieznacznie i wrzucam tutaj. A jak ktoś ma naprawdę dość, to uprzedzam, że całe posty "radykalni" i "patriotyzm" są na ten temat. Proszę nie otwierać. :-)

radykalni

Najpierw istotna dla mnie kwestia podziałów (czasami dziwacznych), które ujawniły się przy okazji pochówku prezydenta na Wawelu. Post jest częścią maila, mam nadzieję, że Adresatka nie ma nic przeciwko jej upublicznieniu...

"Moje największe emocje (co dało się też wyraźnie odczuć we wpisie na blogu, widzę to jaśniej dopiero, gdy czytam go teraz :-)) wzbudził pomysł pochowania prezydenta na Wawelu, a więc z tego chciałabym się trochę „wytłumaczyć”. Zauważyłam, że bardzo wielu ludzi w całej tej sprawie błędnie odczytywało intencje innych – większość zaczęła się dzielić (a raczej dzielić innych) na tych „za” i „przeciw”, nadając przeciwnej grupie wiele cech, niezwiązanych bezpośrednio z kwestią pochówku (że ci „za” to polityczni zwolennicy PiSu, mohery, zmanipulowani… a ci „przeciw” to wywrotowcy, antypatrioci i też zmanipulowani tyle że przez kogo innego). Co dla mnie najbardziej zdumiewające, nie tylko ludzie dzielili tak innych, ale niektórzy sami przypisywali się do którejś z grup, ślepo podpisując się pod wszystkimi naddawanymi jej teoriami… Czytałam też jeden tekst z Frondy [hm, a jednak nie mogę go znaleźć na stronach Frondy; może się pomyliłam, może to było rp.pl? tutaj link: http://www.rp.pl/artykul/462423_Mazurek__Czego_tak_bardzo_sie_boicie_.html], przez niektórych przyjęty bardzo entuzjastycznie (w tym ludzi, których cenię…), cytowany potem na innych (np. katolickich…) portalach, który wydał mi się szczególnie nierozsądnie dzielący ludzi w ten sposób, bazujący na najtańszych stereotypach, a przez to po prostu – głupi. I przypominają mi się słowa Profesora o tym, że „prawda nie zawsze leży pośrodku, ale leży tam, gdzie leży”. W całej tej sytuacji ludzie nie byli przecież częścią jakiegoś obozu, ale mieli własne, często złożone zdanie na ten temat… Gdybym ja miała możliwość pójścia do trumien, aby się przy nich pomodlić – zapewne zrobiłabym to. Gdybym nadal działała w harcerstwie – zapewne pomagałabym w „obstawie” (medycznej lub porządkowej) krakowskich uroczystości. Co nie zmienia faktu, że jestem przeciwna pomysłowi tego pochówku. Nie dlatego, że nie jestem czyimś zwolennikiem (moje zorientowanie w sprawach politycznych i społecznych jest, niestety, bardzo bardzo nikłe…) i nie dlatego, że „nie rozumiem idei chowania symboli” (to cytat z tego artykułu) – właśnie dlatego, że rozumiem ją bardzo dobrze. I nie tylko ją, ale też niezdrowe efekty w pojmowaniu własnej tożsamości narodowej, do jakiej prowadzi wyolbrzymianie tej narodowej symboliki. Dlatego też przy tym wszystkim protestowałabym. Kto wie, być może pod kurią. Pytanie tylko w jaki sposób. Było mi szalenie przykro, gdy zobaczyłam na jakimś filmiku w wiadomościach, jak to wyglądało. Zachowanie obu grup było skandaliczne, jak zwykle w takich sytuacjach ludzie się zradykalizowali, wystąpili przeciwko sobie… Czytałam natomiast, że ktoś zapytał chłopaka, który nic nie krzyczał, przeciwko czemu protestuje. Ten odparł, że przeciwko pochówkowi, ale najodpowiedniejszą formą protestu jest w tym momencie milczenie. I była to najmądrzejsza wypowiedź, jaką przeczytałam. Mam nadzieję, że postąpiłabym tak samo… Wbrew temu co różni ludzie (znów ten nieszczęsny artykuł… ale nie tylko on) mówili na ten temat, grupa, która utworzyła się na facebooku, była z założenia grupą dużo bardziej „na poziomie” niż ją zazwyczaj przedstawiano (a na pewno dużo bardziej niż ci, którzy przedstawiali ją, mówiąc wprost, fałszywie). Jej założyciele nawoływali do kulturalnych protestów, napominali przed tymi „protestami na żywo” w miastach, aby uszanować żałobę, zachować milczenie itd., odcinali się od wypowiedzi obraźliwych, gniewnych, przytaczali racjonalne, „trzeźwe” argumenty (wstrzymując się od populistycznej retoryki…). I to jest właśnie to, o co chodzi – chodzi o wypowiadanie własnego zdania w tej konkretnej kwestii bez robienia z siebie kogoś, kim się nie jest, bez wpisywania się w jakieś inne hasła; chodzi o możliwość protestu w sprawie, którą uważa się za ważną, w sposób kulturalny i na poziomie (oczywiście nie wszyscy się do tego zastosowali, ale takie było założenie grupy, a jej organizatorzy ciągle tego pilnowali). Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona, że w takim miejscu jak facebook powstała grupa działająca właśnie w taki sposób. Szkoda tylko, że mało kto to dostrzegł, prostsze były bardziej jaskrawe podziały..."

Koniec cytatu. Dzisiaj natomiast znalazłam świetny tekst (polecam!) ojca Macieja Zięby OP odnośnie owych podziałów (już bardziej ogólnie, a nie w kwestii pogrzebu wyłącznie) i niemożności jednoznacznego klasyfikowania ludzi na przeciwstawne "obozy" - http://dominikanie.pl/polecamy_x/polecamy/news_id,2532,cztery_twarze__jedna_polska.html .

patriotyzm

Choć może bardziej adekwatny byłby inny tytuł postu, bo będzie o harcerstwie. A to dlatego, że dużo się mówiło o harcerzach ostatnimi czasy (cóż, naprawdę dobra robota, zresztą tak jak w wielu innych przypadkach) i to mówiło się tym najbardziej obezwładniającym mnie patetyczno-drżącym tonem, przywołując pamięć o Powstaniu Warszawskim... Tym razem tekst jest komentarzem do posta na blogu ojca Janusza Pydy OP (http://dominikanie.pl/blogi/janusz_pyda_op/kom_id,8220,wpis,598,komentarze.html#kom), a zatem przeczytanie sobie wpisów ojca ("Skutki śmierci i żałoby" oraz wcześniejszego "Służba") umieści moje przemyślenia we właściwym kontekście (a tak w ogóle to blog polecam ;-)).

"Podzielam wyrażone już w komentarzach wątpliwości co do autentyczności i długofalowości opisywanych przez Ojca zmian… Ale nie o tym chciałam (przynajmniej nie głównie o tym). Chciałam wtrącić trzy grosze co do bliskiego mi tematu harcerzy.
(...)
No i najważniejsze na koniec: służba, piękne zachowanie – bez wątpienia. Czy jednokrotne? Czy harcerze rzeczywiście „wyszli z ukrycia”? A wszystkie WOŚPy, coroczny warszawski Rajd Arsenał, warty na święta państwowe… Tam harcerze też są „jawnie” (czyli w mundurach), gdzie jeszcze mają być i co robić, aby „świadczyć o swoim patriotyzmie” (przecież nie noszą mundurów na co dzień)? Jeśli chodzi o manifestowanie patriotyzmu w ten właśnie sposób, to myślę, że spisują się całkiem nieźle. A może Ojciec ma rację z tym „wyjściem z ukrycia”? Dochodzę do wniosku, że harcerstwo świetnie odzwierciedla sytuację całego społeczeństwa: ostatnie wydarzenia to było wielkie poruszenie bardzo wielu ludzi, można powiedzieć, że patriotyzm wielu Polaków „wyszedł z ukrycia” – podobnie jak przy innych tego typu okazjach, gdzie dało się wyraźnie widzieć jedność narodową (i gdzie widoczni byli także harcerze; np. „Białe Służby” w czasie pielgrzymek Jana Pawła II do Polski). Pytanie tylko co jest POZA tym rodzajem patriotyzmu? Powiem szczerze, że prowadząc drużynę, miałam duży problem z wymyśleniem działań służących „wychowaniu patriotycznemu”, które przejawiałoby się inaczej niż wystawienie wart podczas świąt państwowych… Bo to już tak chyba z nami jest, że łatwo nam być patriotami w szczególnych momentach, „od święta”, ale trudniej jest ten patriotyzm przełożyć na codzienne życie. I harcerzom (zapewne nie wszystkim, ale podejrzewam, że wielu) też jest trudno. Może dlatego wydaje się, że „pozostają w ukryciu” i zajmują się wyłącznie fajnymi biwakami? Myślę, że my po prostu jakoś nie umiemy być dobrymi obywatelami na co dzień. I dlatego też wydaje mi się, że ostatnia katastrofa niewiele w tej kwestii zmieni – bez wątpienia pobudziła ona nasze uczucia, ale codzienne życie buduje się na pracy i nawykach, a nie wzniosłych uczuciach. A my wciąż nie dostaliśmy lekcji „patriotyzmu na co dzień”."

Koniec cytatu. Serio zaczęła mnie kwestia tego codziennego patriotyzmu ostatnio poważnie nurtować. No bo jak to zrobić? Wrócić do harcerstwa? Ech, no przecież nie. A więc co? Ale tak żeby było realnie i konkretnie?

niedziela, 18 kwietnia 2010

wszystko naraz

Gonię z zaległościami. Opisuję zdjęcia, następne w kolejce są maile (Ważne Maile!). Proszę, cierpliwości.

A potem relacje izraelskie. Taką mam nadzieję. No, chyba, że zacznę się uczyć, heh...