Choć może bardziej adekwatny byłby inny tytuł postu, bo będzie o harcerstwie. A to dlatego, że dużo się mówiło o harcerzach ostatnimi czasy (cóż, naprawdę dobra robota, zresztą tak jak w wielu innych przypadkach) i to mówiło się tym najbardziej obezwładniającym mnie patetyczno-drżącym tonem, przywołując pamięć o Powstaniu Warszawskim... Tym razem tekst jest komentarzem do posta na blogu ojca Janusza Pydy OP (http://dominikanie.pl/blogi/janusz_pyda_op/kom_id,8220,wpis,598,komentarze.html#kom), a zatem przeczytanie sobie wpisów ojca ("Skutki śmierci i żałoby" oraz wcześniejszego "Służba") umieści moje przemyślenia we właściwym kontekście (a tak w ogóle to blog polecam ;-)).
"Podzielam wyrażone już w komentarzach wątpliwości co do autentyczności i długofalowości opisywanych przez Ojca zmian… Ale nie o tym chciałam (przynajmniej nie głównie o tym). Chciałam wtrącić trzy grosze co do bliskiego mi tematu harcerzy.
(...)
No i najważniejsze na koniec: służba, piękne zachowanie – bez wątpienia. Czy jednokrotne? Czy harcerze rzeczywiście „wyszli z ukrycia”? A wszystkie WOŚPy, coroczny warszawski Rajd Arsenał, warty na święta państwowe… Tam harcerze też są „jawnie” (czyli w mundurach), gdzie jeszcze mają być i co robić, aby „świadczyć o swoim patriotyzmie” (przecież nie noszą mundurów na co dzień)? Jeśli chodzi o manifestowanie patriotyzmu w ten właśnie sposób, to myślę, że spisują się całkiem nieźle. A może Ojciec ma rację z tym „wyjściem z ukrycia”? Dochodzę do wniosku, że harcerstwo świetnie odzwierciedla sytuację całego społeczeństwa: ostatnie wydarzenia to było wielkie poruszenie bardzo wielu ludzi, można powiedzieć, że patriotyzm wielu Polaków „wyszedł z ukrycia” – podobnie jak przy innych tego typu okazjach, gdzie dało się wyraźnie widzieć jedność narodową (i gdzie widoczni byli także harcerze; np. „Białe Służby” w czasie pielgrzymek Jana Pawła II do Polski). Pytanie tylko co jest POZA tym rodzajem patriotyzmu? Powiem szczerze, że prowadząc drużynę, miałam duży problem z wymyśleniem działań służących „wychowaniu patriotycznemu”, które przejawiałoby się inaczej niż wystawienie wart podczas świąt państwowych… Bo to już tak chyba z nami jest, że łatwo nam być patriotami w szczególnych momentach, „od święta”, ale trudniej jest ten patriotyzm przełożyć na codzienne życie. I harcerzom (zapewne nie wszystkim, ale podejrzewam, że wielu) też jest trudno. Może dlatego wydaje się, że „pozostają w ukryciu” i zajmują się wyłącznie fajnymi biwakami? Myślę, że my po prostu jakoś nie umiemy być dobrymi obywatelami na co dzień. I dlatego też wydaje mi się, że ostatnia katastrofa niewiele w tej kwestii zmieni – bez wątpienia pobudziła ona nasze uczucia, ale codzienne życie buduje się na pracy i nawykach, a nie wzniosłych uczuciach. A my wciąż nie dostaliśmy lekcji „patriotyzmu na co dzień”."
Koniec cytatu. Serio zaczęła mnie kwestia tego codziennego patriotyzmu ostatnio poważnie nurtować. No bo jak to zrobić? Wrócić do harcerstwa? Ech, no przecież nie. A więc co? Ale tak żeby było realnie i konkretnie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz