Wrzuciłam zdjęcia z Syrii i Jordanii do galerii, niestety mój komputer został już chyba w dniu dzisiejszym przeciążony i odmawia dalszego używania picasy - nie mogę ich zatem poobracać ani dodać opisów (ani nawet zmienić daty utworzenia albumu, dlatego jest on w drugim rzędzie). Radzę zatem jeszcze trochę poczekać. :-)
Znowu prześladuje mnie senność - prawie cały wczorajszy i dzisiejszy dzień przespany (z małymi przerwami na nieliczne zajęcia i posiłki)... I nic mi się nie chce. :-( Ech. Może jednak zacznę coś czytać ze współczesnej. Albo może jakiś film... Nie pisałam jeszcze chyba o dwóch wspaniałych kanałach na youtubie, które odkryłam jakiś czas temu: dagome86 (m. in. Wajda, Zanussi, sporo Kieślowskiego, dobra muzyka) oraz OldFilmPL. Zaledwie odrobinkę z ogromu zdołałam obejrzeć, naprawdę dobre kino (Bez znieczulenia, Jak być kochaną, Szpital Przemienienia - polecam).
A na uczelni powolne dogorywanie semestru. Oczywiście rozbabrałam tę prezentację o tureckiej rodzinie "na wczoraj" (naprawdę miała być na wczoraj). Tj. poczytałam trochę w necie i zrobiłam może ze dwa slajdy, hehe, po czym się dowiedziałam, że mamy mu ją przesłać, a więc jakoś strasznie to się z nią nie spieszy... No i okazało się, że tym razem moje lenistwo się opłaciło, bo wczoraj pan jednak zmienił zdanie i życzy sobie nie prezentację, a esej (podczas gdy większość grupy wysłała mu już prezentacje). Wszyscy (no, prawie wszyscy :-)) klną. Poza tym jeszcze ustny angielski w poniedziałek ("Jak ma wyglądać ten egzamin?" "Będzie grupowy. Dam wam jakieś tematy i będziecie rozmawiać." Uhm.) i "Composition" w czwartek. No i zobaczymy, czy pan od tureckiego coś wymyśli. Ostatnio się oburzył, że nie potrafimy mówić po turecku; trzeba nie mieć wstydu, żeby powiedzieć coś takiego studentom, których w ogóle się tego języka nie uczy/ło (a powinno).
Z ostatnich ciekawostek to część ekipy (z "naszych" Ela i Piter) pojechała dzisiaj do Gruzji. Spieszy im się, bo większość jest na jeden semestr; ja się łudzę, że to da się zrobić w czerwcu, na dłużej niż tydzień. Ech, czuć już atmosferę końca, wszyscy smęcą. "Konya Konyą, ale żal wyjeżdżać...". Tymczasem my z Dorotką wybieramy się jutro do Sille, starej i podobno bardzo urokliwej wioski niedaleko Konii. Jeśli to prawda, że jest zaledwie 9 km od centrum, to pewnie się przespacerujemy (pogodę mamy iście wiosenną, na jutro zapowiadane 15 st. C). No i może wreszcie wybierzemy się do hamamu... Poza tym jakiś kolejny Turek zaprosił Dorotkę do kina na poniedziałek. A że Turek chce iść z przyjacielem, a ja chciałam iść (już wcześniej!) do kina... :-) Zapowiada się miły weekend.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz