niedziela, 10 stycznia 2010

Sille

Udało mi się wreszcie poopisywać zdjęcia z Syrii i Jordanii, można już zatem spokojnie oglądać i wiedzieć, co się ogląda. Do galerii (album "Konya") wrzuciłam także kilka fotografii z sobotniej wycieczki do Sille.

A więc krótko o samej wiosce: szok. Szok z co najmniej kilku powodów.
Po pierwsze jest tam zupełnie inaczej, niż można się tego spodziewać z lakonicznych opisów w sieci. Przedstawiana jest jako sielankowa i urokliwa. Niewątpliwie jest urokliwa, ale panuje tam straszna bieda! Nie żeby mi to przeszkadzało (heh, jak na złość to nawet "lepiej", bo to jedno z nielicznych zupełnie autentycznych, niezmienionych jeszcze przez turystyczną infrastrukturę miejsc, do których ma szansę trafić człowiek "z zewnątrz"), jednak te beztroskie i pozbawione refleksji opisy zaczęły mnie złościć. Tylko na chwilę weszłam między domy... Jakaś pani widząc w moim ręku aparat, poprosiła o zrobienie zdjęcia. Myślałam, że chciała być tylko miła dla turystki... Jednak ona zaczęła zwoływać wszystkich z domu, zaczęli poprawiać ubranie, zmieniać buty, pozować do zdjęć... Bardzo się tym cieszyli. Na koniec poprosili mnie o przesłanie fotografii (na słowo "adres", zapytałam automatycznie o "e-mail adres", dopiero po chwili do mnie dotarło, że raczej żaden e-mail nie wchodzi w grę... i faktycznie, dostałam wkrótce na kartce rzeczywisty adres zamieszkania tych państwa). W głowie się nie mieści, że jakieś 10 km (sic!) drogi stąd znajduje się najnowocześniejsze centrum handlowe Konii - ze sklepami Levisa i Mark&Spencer, z McDonaldem i BurgerKingiem.

Drugi szok to stan miejscowych zabytków. Sille jest starą osadą, zamieszkiwaną przez wieki przez Greków - chrześcijan. Dopiero na początku XX wieku ludność turecka zaczęła wypierać stąd grecką. W wiosce znajduje się stary kościół pw. św. Heleny (matki cesarza Konstantyna, tego od Konstantynopola), jest to największa miejscowa atrakcja, obecnie w remoncie. Poza tym w zboczach otaczających wioskę pełno jest grot przypominających te z jordańskiej Petry - trudno powiedzieć, czy były wykorzystywane jako domy czy jako grobowce (zapewne i jedno i drugie), trudno też gdziekolwiek uzyskać informację na ten temat. Najbardziej jednak oburza stan jednej z nich - prawdopodobnie świątyni. Jej ściany pokrywają pozostałości malowideł przedstawiających świętych - nie dość, że pozostawione bez opieki, to jeszcze zdewastowane napisami. W pierwszym momencie pomyślałam, że ktoś sobie chyba żarty zrobił i po prostu niedawno to namalował... Jednak stan niektórych fragmentów wskazuje na działanie czasu. Chociaż pojęcia nie mam, czy te rysunki mogą być z XII czy z XIX wieku.

Ciekawostką jest natomiast znak drogowy przy drodze do wioski: "Uwaga, żółwie!". Jeszcze w październiku planowaliśmy wyjść na stepy za akademiki, żeby poszukać tych stworzeń (bo podobno są), jednak od czasu gdy jakiś Turek mi powiedział, że ktoś chyba sobie ze mnie żarty zrobił, pomysł został zaniechany. A jednak trzeba będzie wiosną spróbować. :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz