Raczej nie tam, gdzie trzeba. Uporałam się dziś z ogromnymi ilościami prania w rękach, skończyłam odpisywać na większość naglących maili, wyszłam do "Tęczy" na obiado-kolację w postaci kumpira z kurczaczkiem i serem... Przyszły tydzień jest już zupełnie normalny, "lekcyjny" - w dodatku powinnam przygotować dwie prezentacje... A ja tymczasem nie mogę oderwać myśli od Syrii i Jordanii... A nawet jakichś bardziej odległych wypraw (tak, o tej mówię, Joanno ;))... Chyba jednak znów nie zasnę, więc może czas najwyższy skończyć netowanie i brać się do roboty?
Acha, słucham ostatnio kolęd (wiem, że za wcześnie, ale za tydzień już nie będę mogła posłuchać :( ) - pięknych, Kaczmarski i Preisner (choć nie we współpracy). Po lewej moja ulubiona: Odmiennych mową, wiarą, obyczajem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz