poniedziałek, 7 grudnia 2009

earl grey z pomarańczą

Książki przeczytane (najwyższy czas), doba przestawiona - siedzę do świtu, w dzień odsypiam i tak od pewnego czasu w kółko. Dziś jednak zamiast odsypiać, zebrałam się na spacer do położonego za kampusem supermarketu, gdzie nie zaopatrzyłam się w nic, co było mi potrzebne, wydałam za to 10 lir na rzeczy zupełnie "zbędne". Ale dzięki temu porozkoszowałyśmy się z Dorotą earl greyem z prawdziwym imbirem i plasterkiem pomarańczy. Mmm. Poza tym zamiast przygotowywać prezentację uzupełniam relację z wyjazdu - całość już dostępna pod pierwszym grudnia (jak zwykle trochę przydługa i pretensjonalna, przykro mi :P). O mailach też pamiętam, ale ciągle zostawiam na "po blogu" - żeby nie powtarzać tego samego.
No i Syria rozpanoszyła się już w moich myślach na dobre... Dziś wróciła reszta ekipy, ale póki co nie wiemy nic poza tym, że było fantastycznie. :)

2 komentarze:

  1. Karolino Ch., czy Ty to widzisz?! Imbirowy zbieg okoliczności wręcz niewiarygodny. Czyli że jednak nie jest ta Turcja tak daleko... ;)
    Agnieszka ma z pewnością rację - kuruj się. I wracaj szybko do zdrowia. Jak mawiał pewien op: "ja proszę". :)

    OdpowiedzUsuń
  2. :)

    Nie tak daleko :), co potwierdza również Twoja Fotografia:) nr 234 z albumu 'Stabmuł
    w deszczu', którą w sposób szczególny zauważył też pewien op:D (ależ zaszyforwałam ;)).

    :)pozdrawiam imbirowo:)

    OdpowiedzUsuń