środa, 9 grudnia 2009

namaz

Stało się niemożliwe - nie mogę zasnąć. Oj, za bardzo mi się dzień poprzestawiał... Wczorajszej nocy mało co spałam (czytałam tekst na poranny egzamin z wymowy; egzamin poszedł szybko i w miarę bezboleśnie), po egzaminie więc odsypianie, obiad, odsypianie, kolacja... i można było zacząć funkcjonować. Pistacjowe ciasteczko z odkrytej dopiero niedawno w "Tęczy" cukierni (ech, oby ten dzień nigdy był się nie wydarzył - kolejny niekorzystny nałóg) i kawka w Akkonaku. Późnym wieczorem załapałyśmy się z Dorotą na opowieści drugiej Doroty o syryjsko-jordańskim trampingu. Nie będę jednak zdawać relacji, bo i tak naczytacie się po naszym powrocie. :) W każdym razie zapowiada się fantastycznie (przybliżona "rozkładówka" wkrótce). :) Zaczęłam więc planować, rysować mapkę... I choć skończyłam dobrze po północy, sen nie chciał przyjść... Tak zastał mnie poranny namaz (brzmi zupełnie inaczej niż ten popołudniu!). A propos modlitwy, to znalazłam ostatnio na youtubie taki oto poglądowy filmik, gdyby kogoś interesowało jak to wygląda... (spokojnie, oni stoją nieruchomo tylko przez pierwszą minutę ;)).
Za to można jeszcze raz zajrzeć do galerii z naszego ostatniego wypadu - dodałam trochę zdjęć od Doroty (m.in. z nocnej Bursy) i poopisywałam.
Acha, a po lewej efekt mojego ostatniego "przesiadywania w Syrii" - arabska "kolęda". :)
Acha, acha - jeśli ktoś nie ma jeszcze dość tego tureckiego surfowania po sieci, a zwłaszcza erasmusowych blogów - polecam zapiski "naszych" (dużo zdjęć, mało gadania :)) : http://erasmus.stosunkowcy.com/ . Tu m.in. relacja z wypadu pod piramidy, a także co się dzieje za drzwiami męskiego akademika - czyli "czajnik jest yasak!" oraz damski punkt widzenia, czyli "z dupy strony". Warto! ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz