piątek, 4 grudnia 2009

przedegzaminacyjnie

Wczoraj w całym akademiku net siadł na amen. Piszę zatem grzecznie w OpenOffisie, mając nadzieję jak najszybszego wklejenia posta na blog...

Najpierw będzie trochę o tym, co na bieżąco. Powracaliśmy wszyscy z przeróżnych tripów (a raczej nie wszyscy, bo części ekipy syryjsko-jordańsko-możelibańskiej spodziewamy się dopiero za tydzień) i dosyć szybko przeszliśmy do trybu naukowego. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom świętowanie Kurban Bayramu wcale nie przedłuża się na kolejny tydzień i zajęcia odbywały się normalnie już od wtorkowego ranka – kiedy to miałam prezentację, heh. Prezentacja („Religious conflict in The Siege of Krishnapur”) poszła mi raczej kiepsko, gdyż przygotowana była, jak zwykle, na kilka godzin przed zajęciami (ech, kiedy ja to wreszcie zmienię...). Myślałam, że te dwie i pół strony A4 zajmą nieco więcej czasu, jednak poleciały tak szybciutko... W dodatku nikt nie miał żadnych pytań (trudno mi ocenić czy brak pytań ze strony nauczycielki był dobrym czy złym symptomem, obawiam się jednak tego drugiego...), więc po kilku minutach opuściłam środek klasy. Trochę porażka, ale może przynajmniej da mi to nauczkę i następnym razem będzie lepiej... No zobaczymy. W każdym razie szans odpokutowania będę miała w najbliższym czasie aż nadto: po weekendzie zaczyna się tryb egzaminacyjny, czyli tygodniowa sesja śródsemestralna. Jeśli ktoś jest ciekawy, jak to tutaj jest z tą moją nauką, spieszę donieść: 1. English Novel – normalny egzamin to rozmowa z dwoma nauczycielkami na temat omawianych podczas zajęć powieści („Wuthering Heights” i „The Siege of Krishnapur”) - nie zapowiada się szczególnie trudno; prawdopodobnie jednak w naszym przypadku będzie inaczej i będziemy musieli zaprezentować polską powieść romantyczną – jeszcze lepiej; 2. English Literature (a tak naprawdę Poetry) – egzamin pisemny, obejmujący znajomość życia i twórczości wybranych angielskich poetów Romantyzmu (na pewno Wordswortha i Byrona, ale z pewnością więcej ich będzie) oraz interpretację niektórych utworów... niby mówi się, że ten egzamin nie jest trudny, ale patrząc na moje bardzo wybiórcze notatki i ogólny spadek zaangażowania w zajęcia, to tego akurat obawiam się najbardziej... ech, zwłaszcza że póki co nie wiadomo nic o żadnej „specjalnej formie zaliczenia” dla erasmusów; 3. Composition – czyli ćwiczonka w pisaniu :) - egzamin to nawet nie napisanie żadnego wypracowanka czy „eseju”, lecz tylko paragrafu (na co będziemy mieć 10 minut), na usprawiedliwienie mogę tylko dodać, że uczymy się tutaj bardzo dokładnie pisać takie paragrafy (np. z jakich części powinno się składać zdanie wstępne etc.); 4. Oral Communication – póki co egzamin obejmuje samą wymowę, a więc będziemy musieli „tylko” przeczytać fragment tekstu (który już znamy) – niby nic, ale ocenia to nie nauczyciel turecki, ale native speaker (czyli nasza rudowłosa Franny :) btw – Amerykanka, co stanowi dodatkową trudność...), więc wszystkie potknięcia będą jak na tacy. Prawdopodobnie z przedmiotów erasmusowych nie będzie żadnych egzaminów, przynajmniej śródsemestralnych. Mam zatem nadzieję uporać się ze wszystkim do środy i zafundować sobie czterodniowy weekend. :) Chętnie bym w tym czasie gdzieś wyskoczyła (Kapadocja?!), ale pogoda już się nam bardzo popsuła i nie wiadomo, czy do tego czasu nie spadnie śnieg... Zobaczymy... Hm, choć może przysiądę wreszcie nad moim licencjackim Stambułem?

O, net właśnie wrócił. Zamieszczam więc. Wkrótce pojawi się gdzieś (najprawdopodobniej pod datą 1 grudnia, bo czemu nie?) pierwsza część relacji z wycieczki o wdzięcznie brzmiącym tytule: "Troada, Eolia, Jonia". :) Relacja tym razem nie będzie dzielona na etapy dzienne, lecz pojawi się jako jeden post (a na razie jego połowa) podzielony na etapy "miejscowe", czyli od miasta do miasta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz