Wybrałyśmy się dzisiaj (Dorota, dziewczyny z Wrocławia i ja) do miasta w celu pozałatwiania ostatnich spraw przed wyjazdem - przedłużenie pozwolenia pobytu (na szczęście mnie to nie dotyczy), zorientowanie się w sprawie biletów do Antakii (czyli starożytnej Antiochii) i wybranie dolarów, którymi często płaci się w Syrii. Z pewnymi problemami udało się te sprawy pozałatwiać. Jednak konijska atmosfera działa trochę przygnębiająco.
Zacznę od pogody: nie jest bardzo zimno, temperatura w okolicach 10 st. C, ale pochmurno, wiatr, czasem deszcz... Taka nasza jesienna szaruga. A druga sprawa - ech, człowiek zawsze tęskni do tego, czego nie ma - to jakakolwiek świąteczna atmosfera. Wydaje mi się, że zaliczam się do grona osób, które co roku bardzo obruszają się na wszelkie komercyjne zapowiedzi Świąt, obecne niemal wszędzie i niemal już od listopada - tj. zachodnie "przeboje", dekoracje, promocje, ogólny zawrót głowy. Że to wszystko odwraca uwagę (co najgorsze w wielu przypadkach skutecznie) od istoty Świąt, nie ulega wątpliwości i jest karygodne. Ale wyobraźcie sobie przedświąteczny tydzień z opisaną powyżej aurą pogodową i bez jakichkolwiek najmniejszych oznak tego, że zbliża się czas niezwykły... Trochę smutne. Jedynie w "Praktikerze" (w konijskim M1 są bankomaty wypłacające dolary, dotarłam zatem dzisiaj i tam) natknęłam się na jakieś liche ozdoby świąteczne - trochę tandetnych łańcuchów i baniek. Święta czuć tylko wśród erasmusów, choć w tym przypadku mieszają się one z przygotowaniami do wyjazdów - pojawiają się jednak wzajemne pytania o to, gdzie je spędzimy, w jaki sposób. Ach, i Wrocław dorwał gdzieś na bazarze wielkie naklejki z choinką, prezentami itp. więc poobklejał drzwi. :) Jeśli chodzi o islamską stronę świąt to, o ile mi wiadomo, nie są one w żaden sposób uroczyście obchodzone, choć, podobno, cieszą się wzrastającym zainteresowaniem - muzułmanie ponoć chętnie odwiedzają wystawione w kościołach szopki (o ile takowe - szopki i kościoły - już gdzieś są). Powód? Jezus (Isa) i Jego Matka są w islamie czczeni jako Prorok i Prorokini, nie oddają zatem Chrystusowi czci boskiej, ale darzą Go wielkim szacunkiem.
Okazało się ostatecznie, że pojedziemy do granicy (czyli Antakii) autobusem, nie stopem (wydane pieniądze, ale zaoszczędzony czas) - wyjeżdżamy jutro wieczorem. Zatem dziś i jutro ostatnie przygotowania: przedświąteczne "ogarnięcie" pokoju - jako-takie porządki, pakowanie (od strojów kąpielowych po polary i czapki), odsłuchanie ostatnich rekolekcji, rozesłanie życzeń. Jeśli starczy czasu to jeszcze przygotowanie zaległej prezentacji na "socjologiczną i kulturową strukturę społeczeństwa tureckiego" (temat: turecka rodzina). Kolejne wpisy na blogu zatem w miarę możliwości "po drodze", a na pewno po powrocie (koło 3-5 stycznia).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz