| z okna. szaro. |
No więc tak: przyjechałam uczyć się rosyjskiego do Instytutu Puszkina, który jest całkiem sporą, zdaje się, że samodzielną szkołą wyższą, specjalizującą się w nauczaniu języka rosyjskiego obcokrajowców (od Dalekiego Wschodu po Zachodnią Europę, włączając Afrykę; na pewno jest sporo osób z z Chin, Birmy i Wietnamu, koło nas mieszka trzech gości z Ghany, z Europy najwięcej jest Niemców). Ojczystą literaturę i język zgłębia tu też trochę Rosjan.
Instytut jest spory nie tylko jako
instytucja naukowa, ale też jako budynek – nie orientuję się
jeszcze najlepiej w strukturze tego molocha, ale to chyba jeden
wielki blok posiadający dwa skrzydła: w jednym są sale zajęciowe,
aule, sekretariaty etc., a w drugim – akademik (bodajże 14
pięter). Tym oto sposobem nie trzeba wychodzić na zewnątrz, żeby
pójść sobie prosto z pokoju na zajęcia czy do pani dziekan. A
biorąc pod uwagę fakt, że w budynku jest bankomat, sklep, sala do
ćwiczeń... można by się stąd w ogóle nie ruszać przez jakiś
czas i całkiem wygodnie żyć.
Jest tu jakoś tak... sowiecko. :>
Jak ze starych filmów. Niby fajnie, ale nie wtedy, gdy się mieszka
w dość obskurnym pokoju z takąż łazienką... Za to lśniące
parkiety na korytarzach, zielone, wypucowane tablice w salach i...
wykładowcy i pracownicy tego miejsca tworzą bardzo fajny klimat.
Oczywiście nie wszyscy pracownicy, ale te uszminkowane
panie w sekretariatach, etażowe (takie „piętrowe”-szefowe) w fartuszkach i
starsi wysuszeni panowie-inteligenci w krawatach i okularach mnie
totalnie rozbrajają. :-)
Dziś od rana było bieganie za
dopełnianiem formalności: spotkanie organizacyjne w sprawie
przedmiotów (a te już od jutra, tj. od wtorku), spotkanie
organizacyjne w sprawie zameldowania, legitymacji, zasad zachowania
się w akademiku, zasad poruszania się po Moskwie itd. itp. W
międzyczasie gonienie gdzieś z paszportem, z opłatą za akademik,
z komputerem – żeby podłączyli Internet, szukanie etażowej w
różnych ważnych celach. Takie tam. :-) Przez cały dzień.
Przynajmniej była okazja, żeby wszystkich poznać. Wszystkich tj. Polaków, którzy przyjechali na letni semestr, bo system organizacyjny jest tutaj „narodowościowy” - nauka według nacji, wspólne spotkania informacyjne etc. Jest nas tu więc około 50 osób – od Gdańska do Krakowa i od Białegostoku po Zieloną Górę. W większości lata II-IV, czyli roczniki '92-'90. Wygląda na to, że bardzo fajna, otwarta i wesoła grupa, pozytywne dzieciaki. :-) Rzecz jasna wszystkich nie poznałam, ale z kilkoma osobami zdążyłam się zgadać na spotkaniach organizacyjnych, z innymi robiliśmy popołudniu naleśniki (integrując się przy okazji z Azjatami i Rosjankami) i wcinaliśmy je w ośmioosobowym (!) pokoju, zwierzając się z intymnej kwestii „dlaczego rosyjski?”. Megafajnie. Jak się okazało, większość znalazła się już gdzieś w necie przed wyjazdem, założyła grupę na fejsie i rozpoczęła intensywną integrację. Dobrze się zapowiada.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz