poniedziałek, 18 marca 2013

Akademika Wołgina 6

z okna. szaro.
 
No więc tak: przyjechałam uczyć się rosyjskiego do Instytutu Puszkina, który jest całkiem sporą, zdaje się, że samodzielną szkołą wyższą, specjalizującą się w nauczaniu języka rosyjskiego obcokrajowców (od Dalekiego Wschodu po Zachodnią Europę, włączając Afrykę; na pewno jest sporo osób z z Chin, Birmy i Wietnamu, koło nas mieszka trzech gości z Ghany, z Europy najwięcej jest Niemców). Ojczystą literaturę i język zgłębia tu też trochę Rosjan.

Instytut jest spory nie tylko jako instytucja naukowa, ale też jako budynek – nie orientuję się jeszcze najlepiej w strukturze tego molocha, ale to chyba jeden wielki blok posiadający dwa skrzydła: w jednym są sale zajęciowe, aule, sekretariaty etc., a w drugim – akademik (bodajże 14 pięter). Tym oto sposobem nie trzeba wychodzić na zewnątrz, żeby pójść sobie prosto z pokoju na zajęcia czy do pani dziekan. A biorąc pod uwagę fakt, że w budynku jest bankomat, sklep, sala do ćwiczeń... można by się stąd w ogóle nie ruszać przez jakiś czas i całkiem wygodnie żyć.

Jest tu jakoś tak... sowiecko. :> Jak ze starych filmów. Niby fajnie, ale nie wtedy, gdy się mieszka w dość obskurnym pokoju z takąż łazienką... Za to lśniące parkiety na korytarzach, zielone, wypucowane tablice w salach i... wykładowcy i pracownicy tego miejsca tworzą bardzo fajny klimat. Oczywiście nie wszyscy pracownicy, ale te uszminkowane panie w sekretariatach, etażowe (takie „piętrowe”-szefowe) w fartuszkach i starsi wysuszeni panowie-inteligenci w krawatach i okularach mnie totalnie rozbrajają. :-)

Dziś od rana było bieganie za dopełnianiem formalności: spotkanie organizacyjne w sprawie przedmiotów (a te już od jutra, tj. od wtorku), spotkanie organizacyjne w sprawie zameldowania, legitymacji, zasad zachowania się w akademiku, zasad poruszania się po Moskwie itd. itp. W międzyczasie gonienie gdzieś z paszportem, z opłatą za akademik, z komputerem – żeby podłączyli Internet, szukanie etażowej w różnych ważnych celach. Takie tam. :-) Przez cały dzień.



Przynajmniej była okazja, żeby wszystkich poznać. Wszystkich tj. Polaków, którzy przyjechali na letni semestr, bo system organizacyjny jest tutaj „narodowościowy” - nauka według nacji, wspólne spotkania informacyjne etc. Jest nas tu więc około 50 osób – od Gdańska do Krakowa i od Białegostoku po Zieloną Górę. W większości lata II-IV, czyli roczniki '92-'90. Wygląda na to, że bardzo fajna, otwarta i wesoła grupa, pozytywne dzieciaki. :-) Rzecz jasna wszystkich nie poznałam, ale z kilkoma osobami zdążyłam się zgadać na spotkaniach organizacyjnych, z innymi robiliśmy popołudniu naleśniki (integrując się przy okazji z Azjatami i Rosjankami) i wcinaliśmy je w ośmioosobowym (!) pokoju, zwierzając się z intymnej kwestii „dlaczego rosyjski?”. Megafajnie. Jak się okazało, większość znalazła się już gdzieś w necie przed wyjazdem, założyła grupę na fejsie i rozpoczęła intensywną integrację. Dobrze się zapowiada.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz