środa, 27 marca 2013

słońce!

Po długiej wiosenno-świątecznej przerwie wracam do pisania - posty publikuję pod datami mniej więcej odpowiadającymi opisywanym wydarzeniom. Aha! W galerii są już wszystkie zdjęcia.

Zielone skarpetki :> i wiosenne karaoke dziewczyn dało radę - mieliśmy tu przez kilka dni słońce. :-) Od środy do piątku niebo było bezchmurne, niebieściutkie, skrzył się śnieg, w powietrzu czuć było mróz, choć w słońcu można było grzać mordki. Siedząc na zajęciach koło okna (a za oknem rozświetlone jodły w czapach śniegu...), ciężko było wytrzymać od gorąca, chociaż byliśmy tylko w podkoszulkach.

Trzeba to było wykorzystać. :-) W środę po lekcjach pojechałyśmy trochę pospacerować po centrum.

Wprawdzie nie widać tego na zdjęciu, ale ta górka jest sporo wyższa ode mnie.

 Ale głównym celem była "Czarodziejka" Czajkowskiego w Teatrze Wielkim. Szczęśliwie załapałyśmy się na ostatnie studenckie bilety. I było warto - opera bardzo nam się podobała. Chociaż miałam niemałe obawy, kiedy przeczytałam, że od początku była nieprzychylnie odbierana przez publiczność (mimo, iż Czajkowski uważał ją za swoje najbardziej dopracowane dzieło). Rzecz się dzieje w XV w. w Niżnym Nowgorodzie, wśród miejscowego bojarstwa. Realia historyczne oddane są nie tylko poprzez stroje, ale też język, którym posługują się bohaterowie (archaiczne formy gramatyczne i słowa, które dawno wyszły z użycia). Bardzo udana scenografia: kilka pomostów, na których toczy się akcja, kilka łódek, a w tle - falująca Oka. Ale najważniejsza była fabuła (w recenzji, do której link zamieściłam powyżej, trafnie nazwana "szekspirowską"): namiętności, miłość, zazdrość i krew. Bez żadnych banałów i happy endów. Trzyma w napięciu. Piękna muzyka.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz