Brzmi podobnie, a miejsca zupełnie inne. Carycyno to na moje niewprawne oko neogotyk na zewnątrz i barok wewnątrz (ociekające złotem sala tronowa i balowa) oraz ogród w stylu francuskim - czyli Europa. W Kołomienskoje niestety nie dotarłam do zrekonstruowanego pałacu cara Aleksieja Michajłowicza Romanowa (XVII w.), ale parkowe zalesione alejki i cerkwie odsyłają do tradycji staroruskiej. Nie będę opisywać historii, kto chce, niech szpera.
Bardzo się cieszę, że trafiłam tam w zimie. Carycyno wygląda jak z pałac Królowej Śniegu; w parku dzieci i dorośli jeżdżą/biegają na nartach, zjeżdżają na czymś z górki ("tubing") i karmią bezdomne kaczki.
Kołomienskoje wygląda na mniej sportowe, a bardziej spacerowo-refleksyjne (choć może to tylko moje wrażenie). Udało mi się znaleźć dwie cerkwie, które są chyba najpiękniejszymi zabytkami tego miejsca: XVI-wieczną cerkiew Wniebowstąpienia Pańskiego i XVII-wieczną cerkiew Ikony Matki Bożej Kazańskiej. Widziałam je wcześniej na zdjęciach: "cerkwie jak cerkwie" - myślałam. Źle myślałam.
| Cerkiew Wniebowstąpienia, w tle: rzeka Moskwa |
| Cerkiew Ikony Matki Bożej Kazańskiej |
Więcej zdjęć w galerii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz