Dostałam przydział na górną półkę,
więc większość drogi przespałam. A jak nie spałam, to pisałam dwa wcześniejsze posty. :-) Potem był ogólnowagonowy
czas na obiad, a że nie mogłam znaleźć do jedzenia nic oprócz
kanapek,to sąsiadka z bocznej półki ugościła mnie herbatą.
:-)
Moskwianka, spędzała urlop w
sanatorium (ponoć bardzo znanym) w... Truskawcu (Truskawecu?) koło
polskiej granicy! Nie miałam pojęcia o takiej miejscowości. :-(
Miała wracać tym samym porannym pociągiem co ja, ale piątkowa
śnieżyca uniemożliwiła jej powrót do Lwowa – pokazywała
zdjęcia, opowiadała z przejęciem...
Nie może być. :-)
Nie może być. :-)
Kiedy przekroczyliśmy granicę, nagle
zrobiło się późno (dwie godziny do przodu, w stosunku do Polski - już trzy), 17.oo. Aha! Na granicy gładziutko –
zaproszenie z Ministerstwa Nauki to chyba jest coś. :-) Nawet
podejrzliwość odnośnie ilości bagażu na niewielką diewuszkę
znikła.
Jednak ogólne zainteresowanie (i uśmiech na twarzach) wzbudziłam w momencie przeciskania się do drzwi - rzecz jasna ze względu na poziom
obładowania (plecor, plecak, torba), pani z Truskawca musiała to uwiecznić na
zdjęciu, eh.
Na szczęście pociąg przyjechał
na czas - przed północą. O 1.oo zamykają metro, więc istniało pewne prawdopodobieństwo nocki na dworcu. No ale udało się wszystko znaleźć, na wszystko zdążyć i dojechać na nasze Bieliajevo. Ze
stacji mamy ponoć jeszcze 20 minut marszu do akademika, ale już
tego nie sprawdzałam, tylko podjechałam pod instytut bombiłką
(nieoficjalną taksówką) z miłym młodym kierowcą Borią
(wyglądał mi na zmęczonego emigranta z Południa :-( ). O, tu mieszkamy:
Na miejscu panowie portierzy powitali mnie słowami: A szto, wy s gor soszli?! :-)
Okazało się, że zarejestrowanie się w akademiku o 1.oo w nocy nie stanowi większego problemu (a jednak Moskwa nie śpi :-) - tzn. pani z recepcji spała, ale się obudziła i wypisała mi wszystkie dokumenty). Zamieszkałam z Sandrą od nas - z Krakowa, poznałam pozostałe dziewczyny i... umyłam się. :-)
Reszta jutro.
Okazało się, że zarejestrowanie się w akademiku o 1.oo w nocy nie stanowi większego problemu (a jednak Moskwa nie śpi :-) - tzn. pani z recepcji spała, ale się obudziła i wypisała mi wszystkie dokumenty). Zamieszkałam z Sandrą od nas - z Krakowa, poznałam pozostałe dziewczyny i... umyłam się. :-)
Reszta jutro.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz