Powoli wpadamy w rutynę. Rano zajęcia - pierwszy raz mieliśmy "krajoznawstwo", a raczej realioznawstwo (zaczęło się dokładnie tak samo jak nasze zajęcia na II roku: flaga, hymn, herb, władza) i składnię (póki co wyglądało to bardziej jak gramatyka opisowa; problem w tym, że chyba nigdy nie spotkałam bardziej niemrawego i mówiącego bardziej monotonnym głosem nauczyciela - ratunku!). Za to Elena Pietrowna jak zwykle w formie. Anna-Maria wspomniała, że była ostatnio w "Cyferblacie" - knajpie, gdzie nie płaci się za jedzenie i picie (kawa, herbata, ciasteczka są za darmo), ale za "przesiedziany" czas (i to niedrogo! - 2 ruble, tj. 22 grosze, za minutę).
- [A-M] Można też przynieść swoje jedzenie.
- [E. P.] I alkohol też?
- [A-M] Nie, alkohol jest zabroniony.
- [E. P.] Do diabła. Ale sprite'a można. My z koleżanką zawsze bierzemy sprite'a.
Takie tam urocze żarciki starszej pani. Wesoło, ale ciągle to samo - nikły z tego pożytek. Chociaż później zrobiła nam test i to było super, bo test był trudny. A może nawet nie tyle trudny, co opierający się na niuansach językowych w języku mówionym, w codziennych sytuacjach. Zła jestem na siebie okropnie, bo to materiał, który robimy od drugiego semestru drugiego roku (głównie krótka i pełna forma przymiotników i różnice w znaczeniach tych samych słów poprzedzonych różnymi prefiksami) - wiem, że było, ale zupełnie nie pamiętam, jak powinno być poprawnie. :-( Надо заниматься.
Potem gotowanie, pranie. Kuchnie mamy tu paskudne, ale to głównie za sprawą studentów, którzy nie tylko po sobie nie sprzątają, ale zostawiają pomieszczenia w takim stanie, że można by pomyśleć, że specjalnie brudzą (nie wspominając o odrzucającym zapachu). Za to system pralni całkiem przyjazny - nowe pralki i całkiem sprawny przepływ ludzi (a może po prostu miałyśmy szczęście i trafiłyśmy tam w dobrym czasie).
Wieczorem miał być "szejping" - tzn. шейпинг, tzn. shaping, tzn. ćwiczenia na kształtowanie sylwetki. I był, ale okazało się, że salka do ćwiczeń jest malutka, w dodatku połowę zajmuje siłownia, na której pakują faceci, na maty pozostaje niewiele miejsca, może dla dziesięciu osób. Nie należałyśmy do grona szczęśliwców. No nic, jutro spróbujemy przyjść wcześniej na "aerobikę". Za to udało się dorwać wolny stół i pograć w ping-ponga. :-)
No i tyle. :-) Wygląda na to, że tak to się mniej więcej będzie toczyć każdego dnia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz