środa, 9 października 2013

szkoła

Nie wiem, jak wygląda obecnie przedszkole, zerówka i nauczanie początkowe w Polsce, więc ciężko będzie porównywać. Jeśli miałabym zestawiać z tym, co sama przeszłam 20 (!) lat temu (i bardzo dobrze wspominam :-)), to... wszystko jest bardzo inne. I robi dobre wrażenie.

Struktura

Szkoła jest podzielona na, nazwijmy to, "nauczanie początkowe" (Junior School: 4-8 lat) i "podstawówkę" (Senior School: 8-12 lat).

Ja pomagam w Junior School, na którą składają się cztery poziomy:
  • Junior Infants ("maluchy", 4-5 lat), 
  • Senior Infants ("starszaki", 6 lat) oraz 
  • pierwsza (7 lat) 
  • i druga klasa (8 lat). 
Senior School to klasy od 3 do 6. W naszym przypadku obie szkoły znajdują się w oddzielnych (lecz sąsiadujących ze sobą) budynkach, ale podobno Junior i Senior School często są w jednym budynku.
Aha, wiele szkół jest prowadzonych przy parafiach (choć nie wiem, jakie są pomiędzy nimi związki administracyjno-finansowe) i nosi imię patrona parafii. Nasza - św. Fergala (to celtyckie imię dla Wirgiliusza z Salzurga, irlandzkiego misjonarza z VIII wieku).

Zajęcia w St. Fergal's Junior National School odbywają się w jednopiętrowym domku z dwoma skrzydłami: w jednym sale mają "maluchy" i "starszaki", w drugim - pierwsza i druga klasa.

Wygląd - mundurki i klasy

Dzieciaki mają mundurki. :-) Wszystkie, nie tylko w naszej szkole. Zdaje się, że nikomu to nie przeszkadza, a wygląda naprawdę fajnie (zwłaszcza rano, kiedy odbywają się wędrówki ludów do szkół). Jest wersja bardziej i mniej oficjalna: spodnie w kantkę/spódniczki + koszulka z krawatem i sweterek (bardzo gustowne) lub... podkoszulek i dresik unisex (opcja używana przez 95% maluchów :-)).

Szkolne wnętrza robią świetne wrażenie. Korytarze ozdobione są pracami plastycznymi dzieci, wisi tu także wielka mapa świata z zaznaczonymi krajami i flagami państw, z których pochodzą uczniowie, a przy wejściu jest galeria "Uczniów Tygodnia" (nagroda: uścisk dłoni pani dyrektor i pamiątkowe zdjęcie ;-)).

We wszystkich klasach stoliki ułożone są "wysepkami", przy których siedzi 4-6 osób. Sala maluchów jest chyba najbardziej kolorowa: jest tu wielki klaun prezentujący kolory, są obrazki z dniami tygodnia i miesiącami oraz gwiazdki z imionami wszystkich dzieci... Jest kącik "badawczy" (w którym obecnie znajduje się plakat jesiennego lasu, a także - prawdziwe ;-) - liście, kasztany, orzechy i szkło powiększające :-)), kącik "religijny" (książeczki typu "Starotestamentowe wyprawy", plakat, tekst modlitwy), kącik "twórczy" (dzieciaki tworzą praktycznie cały czas, ale to miejsce jest specjalnie przystosowane do "brudnej roboty"), kącik z książeczkami i kącik z grami, układankami i puzzlami. W każdej klasie w jakimś nieco ukrytym (np. za parawanikiem) miejscu jest też komputer, a w większości sal są tablice multimedialne (które niektórzy nauczyciele obsługują z własnych smartfonów).

Zajęcia

Jak dotąd najwięcej czasu spędziłam z najmłodszymi, więc siłą rzeczy o nich wiem najwięcej. Zajęcia trwają od 9.00 do 13.30 (młodsi) lub 14.30 (1. i 2. klasa), w tym czasie są dwie przerwy: na drugie śniadanie + bieganie (ok. 10.30) i na lunch + bieganie (ok. 12.00).

"Maluchy" przychodzą do szkoły na 9.00. Na ich miejscach czekają już "prace na rozgrzewkę" - kolorowanki, "dopasowywanki" itp. Około 9.30 zaczyna się prowadzona przez inną nauczycielkę w sąsiedniej sali gimnastyka (w formie zabaw). Po niej maluchy wracają do swojej klasy na bajkę :-) urozmaicaną wspólnym śpiewaniem lub nauką prostych wierszyków. Potem są zadania manualne (typu wyklejanie, wycinanie, malowanie...).

Nie wiem, co się dzieje u maluchów po przerwie na drugie śniadanie, bo zwykle idę wtedy do pierwszej klasy. Tam przy czterech stolikach odbywa się nauka czytania i pisania: przy pierwszym dzieci czytają na głos, na zmianę, znaną już sobie książeczkę (którą czytali pierwszy raz wczoraj). Przy drugim piszą literki według wzoru lub uzupełniają związane z pisownią ćwiczenia. Przy trzecim czytają i opowiadają sobie o nowej książeczce (to ten stolik pilnuje czasu i zarządza zmianę miejsc grup, kiedy skończy czytać). Przy czwartym bawią się w zabawy słowotwórcze lub piszą. I tu uwaga: przy każdym stoliku obecny jest nauczyciel lub asystent! Wydaje mi się, że grupy są tworzone według umiejętności dzieci - jednym czytanie idzie bardzo słabo i mają prostsze książeczki, inne czytają zupełnie płynnie trudniejsze teksty (pierwszy raz miałam dzisiaj tę grupę, nie mogłam uwierzyć, że to siedmiolatki!).

Po przerwie na lunch zwykle wracam do maluchów, które ostatnią godzinę spędzają na kończeniu rozpoczętych przed lunchem zadań, a po ich ukończeniu - na wybranej przez siebie zabawie (dominują puzzle, choć dzisiaj chłopcy popisywali się przede mną swoją sprawnością fizyczną ;-)).

Trochę czasu spędziłam też dziś z drugą klasą, która właśnie omawiała temat niebezpieczeństw, straży pożarnej, telefonów alarmowych itp. Dzieciaki opowiadały nauczycielce o wizycie u strażaków, a potem robiły ćwiczenia na "wykrywanie zagrożeń" (rysunek świeczki na parapecie - co się może stać?). Byłam tam tylko chwilę, więc nie wiem, jak dokładnie wygląda ich dzień. Nie wiem też, co się dzieje u "starszaków" (tj. sześciolatków).

Szczerze mówiąc, jeszcze mi się to wszystko miesza: wędruję od klasy do klasy, czasem jestem w dwóch miejscach podczas jednego bloku zajęć. W niektórych grupach (maluchy i 1. klasa) jestem regularnie, więc znam już trochę dzieciaki i ich przebieg zajęć, w innych byłam tylko raz i na chwilę, więc niezupełnie wiem, co się tam dzieje i czy będę tam bywać częściej (a wydaje mi się, że powinnam: w jednej klasie jest np. dziewczynka, Karolinka, która zupełnie nie mówi po angielsku). Do tego dochodzi kilkunastu nauczycieli i asystentów, których poznałam w ciągu tych kilku dni, ale których imion i funkcji nie mogę zapamiętać. Duży mętlik. Dopiero dzisiaj udało mi się niektóre rzeczy w miarę poskładać, żeby napisać ten post. Trochę szkoda, że nie spędzam na początku całego dnia z jedną klasą - mogłabym ją mniej więcej poznać i zobaczyć, jak wyglądają zajęcia w danej grupie wiekowej w ciągu całego dnia.


W najbliższych dniach postaram się napisać trochę o dzieciakach, których jest tu istna mieszanka. Hm, i może o pokoju nauczycielskim. ;-) Aha, zdjęć - z przyczyn oczywistych - niestety nie będzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz