sobota, 12 października 2013

święty Kevin

Przypadkowo zobaczyłam w bibliotece ogłoszenie o sobotnim trekkingu w pobliskich górkach. Weekendowa wycieczka i tak była w planach, więc dlaczego by się nie przyłączyć? Dołączyć postanowił też Marek - bez samochodu raczej nie dotarlibyśmy na miejsce.

A owo miejsce to Glendalough, czyli Dolina Dwóch Jezior (położona w Parku Narodwym Wicklow). Wraz z grupką nieco starszych od nas :-) Irlandczyków obeszliśmy ją po górkach dookoła.




Było szaro i dżdżyście (o tak, to dobre słowo), choć nie padało. Trasa określona jako "trudna" okazała się bardzo przyjemna - niezbyt ostre podejście nad dolinę, spacer grzbietem i ostrzejsze zejście. Po drodze trafiliśmy na... przyrodników obserwujących przez teleskopy pasące się na stokach łanie i jelenie (tu ponoć rykowisko jeszcze się nie skończyło!). "Chcecie zobaczyć?" Co za pytanie, pewnie, że chcemy. Dziw nad dziwy - strasznie ich dużo! Panowie mówią, że naliczyli około 70 sztuk zwierza. Wow.

Po zejściu na dół (całość zajęła niewiele ponad trzy godziny), okazało się, że w okolicy znajduje się Cela św. Kevina (gdyby nie Karolina, w ogóle nie wiedziałabym, że należy jej szukać w Wicklow :-)). Rzecz jasna takiej okazji nie można przepuścić, wyruszamy na poszukiwania. :-)

A jeszcze święty Kevin i ten jego kos.
święty klęczy z rozpostartymi ramionami
W celi, ale tak ciasnej, że jedno z nich, sztywne

Niby poprzeczna belka, wystaje za okno;
Na jego odwróconej wnętrzem do góry dłoni
Siada kos, wije gniazdko i składa w nim jajka.

Kevin czuje te ciepłe jajka, drobną pierś,
Pazurki, główkę moszczącą się w gnieździe:
świadom swego włączenia w sieć wiecznego życia,

Odczuwa litość: teraz musi trzymać rękę,
Jak gałąź, tygodniami, czy słońce, czy słota,
Aż młode się wyklują, opierzą odfruną.


Według legendy po przybyciu do Glendalough Kevin miał przez siedem lat mieszkać w pustelni. Tutaj: 



Wtedy objawił mu się anioł, który nakazał wybudować kościół. 
Z przewodnika: "Glendalough, niegdyś ważny ośrodek życia duchowego założony przez św. Kevina w VI wieku. Początkowo św. Kevin żył tu jako eremita, jego mądrość i pobożność przyciągały jednak tak wielu uczniów, że postanowił założyć klasztor. U schyłku życia świętego (zmarł w 618 r.) klasztor przeżywał początek swojej świetności." Potem były jednak najazdy wikingów, pożary, podporządkowanie klasztoru arcybiskupstwu... Od XV w. kompleks zaczął podupadać. Odrestaurowano go dopiero pod koniec XIX wieku. 

Dziś można tu zobaczyć m. in. kościół. św. Kevina, ruiny potężnej katedry, świetnie zachowaną 30-metrową kamienną wieżę (w czasach pokoju służącą jako dzwonnica, podczas wojny - schron; z tego powodu wejście umieszczano na wysokości 3 m nad ziemią!) oraz cmentarz.





***

A skoro cała rzecz i tak wymyślona,
Przedstaw sobie, że jesteś Kevinem. Lecz którym?
Niepomnym siebie, czy też przeszywanym wieczną

Męką od karku aż do bolących przedramion?
Czy zdrętwiały mu palce? Czy ma wciąż czucie w kolanach?
Czy też z podziemi wpełza w jego ciało

Zamkniętooka pustka? Czy wysiłkiem myśli
Odrywa się od bólu? Sam, odbity w głębiach
Rzeki miłości, modli się 'o trud

Bez szukania nagrody' – modlitwą jest całe jego
Ciało, bo zapomniał samego siebie, zapomniał ptaka
I zapomniał na rzecznym brzegu imienia rzeki.


Seamus Heaney, Święty Kevin i kos

2 komentarze:

  1. A wiesz, że ja dokładnie pamiętam jak omawialiśmy ten wiersz w liceum i byłam pod wrażeniem Waszej interpretacji, Waszej tzn Twojej i Magdy. To tak a propos naszej ostatniej rozmowy o przypadkach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. :-) A ja zupełnie nie pamiętam naszej interpretacji. :-( Choć (chyba Ci to mówiłam) zdaje mi się, że teraz odczytuję ten wiersz zupełnie inaczej niż wtedy... Ciekawa jestem, jak tam Czerwony. :-) Będę myśleć o wycieczce do Dublina w tym lub przyszłym tygodniu, odezwę się. :-)

    OdpowiedzUsuń