czwartek, 10 października 2013

Bray

 

Bo to jest tak: człowiek się zastanawia, gdzie by tu pojechać na Asystenturę. Jasne, że motywacje bywają różne. W moim przypadku był nią głównie język, więc siłą rzeczy wybór był ograniczony. Ale można było przecież wybrać się na wakacje do Turcji (Grecji, Włoch?), zwiedzić jakiś trudniej dostępny kraj (Islandię?), pobujać się po Hiszpanii, albo rozejrzeć po Skandynawii.

Ale niech będzie - mam się uczyć angielskiego. UK czy Irlandia? Wiadomo, Irlandia. Bo przecież tak zielono, klify, Celtowie, muzyka, kamienne krzyże i sympatyczni Irlandczycy. :-) Dopiero potem człowiek uświadamia sobie, że tak - kraj można wybrać, ale gdzie się tak naprawdę trafi, w jakie miejsce swego codziennego bytowania - to jedna wielka niewiadoma (inaczej niż w przypadku Erasmusa - tutaj nie wybiera się miasta i raczej nie można tak beztrosko zarywać sobie zajęć, udając się na tygodniowe wycieczki ;-)). A zatem wcale nie musi być zielono, sielankowo i z klifami.

No i trafiłam do Bray. Zgodnie z moimi preferencjami z formularza - "małego miasta" (bo chciałam poznać prowincję). Cóż, że moja prowincja leży 30 km od Dublina... Jest małomiasteczkowo i miło (o czym już zresztą pisałam). Do szkoły jeżdżę na rowerze (chłopaków). Można przejść się kawałek i trafić na... farmę. :-) Zabłądziłam tam przypadkowo we wtorek w drodze na górujące nad miastem wzgórze - Bray Head. Zaczęło się niepozornie: pasące się krowy, potem owce. Kiedy doszłam do stajni koni, nagle wyszedł z niej jakiś pan i krzyknął na mój widok: "Jesus Christ!". Po czym wskazał mi drogę na skróty przez swoje gospodarstwo. :-)

 

A widok z góry jest taki:





Na spacer można wybrać się też nad morze - na plażę lub wzdłuż klifów. Nie są one wprawdzie jakoś niesamowicie spektakularne, ale 6-kilometrowy "Cliff Walk" zaczyna się... tuż przy naszym domu. :-) Na tę wycieczkę poszłam w czwartek po szkole.




Z tym miejscem jest związana ciekawa historia: ponoć w skałach przy brzegu ma swój początek tunel zwany "Brandy Hole" (czyli Dziurą Brandy :-)) prowadzący aż na szczyt wzgórza Bray Head. Pod osłoną nocy lub mgły szmuglowano tędy sprowadzaną z Francji herbatę, brandy, gin, wino i jedwab; potem można już było spokojnie płynąć z przepisowym towarem do Dublina. Niestety tunel został zniszczony podczas budowy kolejki.


I na koniec ciekawostka a propos "trafiania" w niespodziewane miejsca, wybierając w formularzu kraj Asystentury (niektórym już zresztą o tym opowiadałam): najciekawiej jest, obstawiając Francję (że też o tym nie wiedziałam!) - istnieje bowiem możliwość, że wyląduje się na terytorium zamorskim na Karaibach, albo innej położonej w okolicy Madagaskaru wyspie. :-) Czego doświadczyła trójka tegorocznych asystentów z Polski. :-)

3 komentarze:

  1. To można było wybrać UK i trafić na Bermudy? :D

    OdpowiedzUsuń
  2. W tym roku takiej sytuacji nie było (a przynajmniej nie w Polsce), ale jeśli jakaś szkoła stamtąd zaaplikowałaby o asystenta i pasowałby im Twój profil - to tak. :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wklikaj sobie w grafikę google Reunion - LOOOL - tam jest jedna dziewczyna od nas... Dwoje pozostałych na Karaibach...

    OdpowiedzUsuń